pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie pless.pl

medium nr 1 w Pszczynie

Wiadomości

  • 15 stycznia 2015
  • 18 stycznia 2015
  • wyświetleń: 5057

Wywiad z pszczelarzem z Miedźnej

Tomasz Waloszek z Miedźnej pszczelarzem jest od 50 lat. Od 2007 roku pełni funkcję prezesa Powiatowego Koła Pszczelarzy w Pszczynie. Poniżej zamieszczamy wywiad, który z pszczelarzem, przeprowadziła Renata Botor z "Tygodnika Echo".

Tomasz Waloszek, pszczelarz, pszczoły, ule
Tomasz Waloszek · fot.


- Ze stetoskopem pan idzie do uli?

Tomasz Waloszek: - A tak [cisza, osłuchiwanie ula]. To teraz pani niech sobie posłucha.

- Tylko słaby szum słyszę.

- No a teraz? [pan Tomasz delikatnie stuka kilka razy w ul].

- No teraz słychać brzęczenie "jak w ulu". Osłuchuje pan, by sprawdzić, czy żyją?

- Tak. Po ich głosie mogę rozpoznać, czy istnieje jakieś większe zagrożenie czy jest dobrze. Jeśli nie słychać życia w ulu, trzeba go otworzyć, oczyścić, zdezynfekować. O, ten ul jest podejrzany. Za cicho w nim jest.

- Czemu te pszczoły miałyby zginąć?

- No właśnie.

- Oglądałam filmiki w internecie sprzed dwóch lat, w których pan opowiada, że pszczoły przestają latać. I że nawet 50 proc. lotnych pszczół ginie...

- Od dwóch lat mam bardziej udokumentowaną tę moją pracę - nazwijmy to - w dziedzinie ratowania pszczół. Ale ich ginięcie zauważyłem dużo wcześniej.

- Co się zaczęło dziać?

- W maju, czerwcu, gdy jest najsilniejszy rozwój rodzin pszczelich, gdy powinny tylko latać i pracować, one zaczęły pełzać po ziemi. Trutnie też. Pierwszy raz zwróciłem na to uwagę w 2007 r. Od 2009 r. straty w pszczołach stawały się coraz poważniejsze. Zauważyłem, że pełzające pszczoły pojawiały się, gdy zakwitał rzepak.

- Co wykazały badania, które pan zlecił?

- W pszczołach i w ulu znaleziono pozostałości środków ochrony roślin. Uważam, na podstawie tych badań, że główną przyczyną ginięcia rodzin pszczelich w sezonie, w czasie, gdy powinny być silne (a są chore), są: po pierwsze - pozostałości środków ochrony roślin (czyli trucizny) w pszczołach i ulu, a potem - gdy pszczoły są mocno osłabione - choroby.

- Środki chronią rośliny, ale są zagładą dla owadów.

- Za chwilę może się okazać, że pasieki staną się skansenami. Będą ule, ale bez pszczół.

- A gdy pszczół nie będzie...

- Ludzi też nie będzie. Pszczoły pokazują jako pierwsze, że coś zostało zachwiane i tak dalej nie może być. Ludzie powinni zacząć myśleć i coś zrobić, by nie poginąć jak pszczoły.

- Niektórzy twierdzą, że to choroby są tą główną przyczyną śmierci pszczół.

- Nie zgadzam się z tym. Z warrozą (chorobą pszczół) żyjemy już 34 lata i pszczelarze dają sobie z nią radę. Ale teraz pszczoły są podtrute. Nawet w stan zimowy weszły niezdrowe.

- Są chyba jakieś normy dotyczące stosowania środków owadobójczych, by nie szkodziły.

- W komisji senackiej mówiłem, że rolnicy nie przekraczają norm, stosują środki w godzinach wieczornych. Znamy się, rozmawiamy, a próbuje się skłócić pszczelarzy z rolnikami, którzy nie są niczemu winni. Oni dostają środki, które niby nie szkodzą pszczołom, ale i tak skutki widoczne są na drugi dzień w pasiecie.

- Dlaczego?

- Bo te środki są o systemicznym i długotrwałym działaniu. Wchodzą w pyłek. Słodyszek rzepakowy, przeciwko któremu odbywa się oprysk, ginie. Tyle że pszczoły przylatują codziennie i zbierają nektar. Jedne giną na miejscu, nie dolatują już do ula. A inne dolecą, filtrują przez siebie te trucizny, by je wyeliminować, ale są tak osłabione, że też giną. Moim zdaniem to przedłużone działanie środków jest winne.

- A przyniósł pan do Senatu rzepak, bo?

- Bo to ewenement. Kwitł w maju normalnie, potem, gdy były żniwa, zakwitł ponownie.

- To nienormalne?

- Byłem rolnikiem, uprawiałem kiedyś rzepak. Nie zdarzało się, by kwitł dwa razy. A już zupełnie niewyobrażalne jest, że po skoszeniu kwitnie po raz trzeci w jednym roku. To roślina dwuletnia, w pierwszym roku się ją sieje, w drugim kwitnie i ginie. Tymczasem ten ciągle rośnie. Dlatego zaniosłem do Senatu rzepak z pytaniem, czy to nie jest czasem rzepak genetycznie modyfikowany, którego u nas nie można uprawiać. Pszczelarza nie stać na zrobienie badań.

- Taki rzepak dla pszczół to...

- To śmierć. Bo coś, co nie jest zgodne z naturą, szkodzi.

- Jest jakieś antidotum na trucizny, o których pan mówi?

- Nie ma. Żadnych leków nie ma.

- Do miodu te szkodliwe substancje nie przenikają?

- Pszczoły to przez siebie filtrują. To w nich te substancje zostają. Ale może się okazać, że miód trzeba będzie badać.

- Ile już panu zginęło pszczół?

- W październiku z 30 pni zostało mi 20 żyjących, ale z tych co do ok. 10 jestem niepewny. To między innymi ten, który przed chwilą sprawdzaliśmy.

- U innych pszczelarzy podobnie?

- Tak. Są pszczelarze ze stażem pszczelarskim jeszcze dłuższym niż mój i w tym roku potracili pasieki.

- Pan od kiedy zajmuje się pszczelarstwem?

- Od ponad 50 lat. Już pradziadek i mój tata mieli tu ule, słomiane wewnątrz - jak moje, które ostatnio trochę zmodernizowałem.

- Pozasłaniane ma pan wyloty, by na zimę pszczoły nie wychodziły?

- Te wylotki z ula są zasłonięte przeciwko ptakom. Bo sikorki robią to, co ja przed chwilą - stukają w ul. Pszczoły się odzywają. Ptaki to słyszą, więc stukają dalej. W końcu pszczoły się denerwują i któraś wyjdzie. I sikorka sobie może pojeść. Przygotowane mamy jednak też coś dla sikorek - naturalne karmniki na ścianie lasu dookoła. Widzi pani?

- By dały spokój pszczołom - słoninkę im pan wystawia.

- Ale i tak ok. 14.30 przychodzą do pasieki, na obiad.

- Co z tym niepewnym ulem, w którym było cicho?

- Sprawdzimy jeszcze raz. [osłuchiwanie] Jest dobrze, nie będziemy go otwierać. Nawet pszczółka wyszła. Możliwe, że to wysłana strażniczka. Dziś mamy 10 stopni na plusie, słońce je wabi. Zobaczymy, czy potrzebuje ciepła, czy taka ospała, bo chora.

- Nie boi się pan, że użądli? Zamknął ją pan w dłoniach.

- Nie użądli. Użądli tylko wtedy, gdybym ją ścisnął. [Pszczelarz dmucha w zamknięte dłonie]. Będzie miała 36 stopni. Zobaczymy, czy nie chora.

- Poleciała. Na szyi panu siedzi, a teraz na czole.

- Niech siedzi. Czyli wszystko dobrze. Nie użądli, bo ona ma inny cel. Czy pani na mnie teraz nóż wyciągnie i zaatakuje? Jej celem jest nabranie ciepła z mojego ciała, ogrzanie się i powrót do ula. To tylko przedstawia się pszczelarza jakby w zbroi - od stóp do głów (rękawice, buty gumowe, kapelusz, kombinezon).

- Pan nie chodzi w czymś takim?

- Nawet nie mam takiego stroju!

- Ale chyba użądlenia są?

- Jeśli 10 pszczół za cały rok, to wszystko. Na tyle uli.

- Pięknie w tej pana pasiece...


- Bo wokoło: 20 km lasu aż do Promnic, 5 km lasu od strony południowej, las z zachodu, a ze wschodu pola miedźniańskie. Nie ma przemysłu.

- Raj.

- A mimo to giną pszczoły.

Tomasz Waloszek, ur. w 1950 r. w Miedźnej, pszczelarz od ponad 50 lat, od 1985 r. Mistrz Pszczelarski, od 2007 r. prezes Powiatowego Koła Pszczelarzy w Pszczynie. 28.10.2014 r. miał wystąpienie w senackiej komisji rolnictwa i rozwoju wsi. Mówił o zagrożeniach dla pszczół i wynikach badań naukowych przeprowadzonych w jego pasiecie (m.in. przez Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach).

Powiatowe Koło Pszczelarzy w Pszczynie zrzesza 57 osób (w sumie to ponad 850 rodzin pszczelich) i należy do Polskiego Związku Pszczelarskiego.

Renata Botor / Tygodnik Echo

REKLAMA

REKLAMA

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.