Wesele Pszczyna Wesele Pszczyna

pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie pless.pl

medium nr 1 w Pszczynie

Wiadomości

  • 15 lutego 2015
  • 18 lutego 2015
  • wyświetleń: 12809

Pszczynianin w Korei Północnej

Jaka naprawdę jest Korea Północna? Co można robić, a czego należy się wystrzegać? Czy obcokrajowiec może się czuć tam bezpiecznie? Przekonał się o tym Piotr Nowak, 23-letni mieszkaniec Piasku, który w Korei Północnej spędził niemal cały miesiąc. Zachęcamy do przeczytania krótkiego wywiadu z Piotrem.

Piotr Nowak w Korei Północnej · fot.


Skąd pomysł, by udać się właśnie do Korei Północnej? Kraju zamkniętego, wręcz odizolowanego od reszty świata.

Piotr Nowak:Studia magisterskie odbywam częściowo w Polsce i w Korei Południowej. W minionym semestrze letnim mieszkałem w Seulu, oddalonym zaledwie o 50 km od granicy z wrogą Północą. Równolegle z nauką odbywałem staż w ambasadzie RP. Temat Korei Północnej przewijał się więc codziennie, zarówno w pracy, wiadomościach, czy na uczelni. Chęć dopełnienia wiedzy o Półwyspie Koreańskim, jak i zwykła ciekawość podróżnicza, nie pozwoliły mi się zawahać, gdy otrzymałem możliwość wyjazdu. Mało kto ma taką okazję.

W jakim charakterze i ile czasu Pan tam spędził?

PN: Są dwie możliwości wjazdu do Korei Północnej. Pierwszą jest w pełni zaaranżowana wycieczka zorganizowana. Turyści wówczas wożeni są od pomnika do pomnika i na noc zamykani w hotelu. Drugą, wąską grupą są tu pracownicy ambasad, organizacji pozarządowych (jak np. ONZ) i kilku firm operujących w kraju. W Pjongjangu odbyłem miesięczny staż w jednej z instytucji zagranicznych. Do Korei poleciałem z biletem w jedną stronę prosto z Iranu, zahaczając o Lwów, Moskwę i Pekin.

Co Panu udało się zobaczyć, czego inni dostrzec nie mogą?

PN: Ze względu na nieturystyczny charakter wyjazdu mogłem przemieszczać się po Pjongjangu bez ograniczeń. Mogłem robić zdjęcia. Wchodziłem do przypadkowych barów, sklepów. Pewnej nocy, w kompletnej ciemności nakryłem w małej uliczce Koreańczyków nielegalnie sprzedających grillowane jedzenie. Kilkakrotnie wyjeżdżałem też poza stolicę. W niektórych miejscach nigdy wcześniej nie było obcokrajowców.

Jak reagowali na Pana tubylcy? Czy podejmowali rozmowę czy też uciekali "na drugą stronę"?

PN: Niestety Koreańczycy unikają kontaktu z obcokrajowcami. Musieliby się przypuszczalnie później tłumaczyć z ewentualnego spotkania. Z pewnością zwracałem na siebie uwagę, ale mimo że porozumiewam się po koreańsku, z tubylcami nie wymieniłem słowa, poza kilkoma uprzejmościami. Tylko żołnierze się ze mną witali, zawsze salutując. Swobodnie mogłem porozmawiać jedynie z obsługą restauracji dla dyplomatów, ale to nie były przypadkowe osoby.

Jakie zasady panują w tym militarnym państwie? Czego zdecydowanie nie wolno robić?

PN: Przede wszystkim pilnuje się należytego szacunku wobec władzy, wojska i przywódców, również zmarłych. Zabroniona jest wszelka aktywność przeciwko ustrojowi. Jakiekolwiek odstępstwo od prawa jest surowo karane. Nawet turyści muszą kłaniać się pomnikom wodzów. Dyplomaci tego nie robią.

Jakie warunki mieszkalne panują w Korei? Z jednej strony, propaganda przekazuje obraz przyjaznego, ładnego państwa, ale z pewnością jest też drugie dno, czyli bieda. Widać ją na ulicach?

PN: Nie widać jej w stolicy. Pjongjang jest miastem dla uprzywilejowanej elity, także odwiedzanym przez obcokrajowców. Jest nowa dzielnica potocznie nazywana "Dubajem", są też starsze, niezbyt dobrze wyglądające bloki. Miasto jest jednak idealnie czyste, wolne od reklam. Na prowincji jest dużo gorzej. Ogrzewanie, prąd czy bieżąca woda są bardziej luksusem.

Co wywarło na Panu największe wrażenie i dlaczego?

PN: Spodziewałem się pustych ulic i milczących ludzi. Zastałem jednak inny obraz. Chociaż Korea jest krajem biednym, jeździ tu relatywnie sporo samochodów, także z wyższej półki. Co ciekawe, paliwo kupuje się tu na kilogramy. Widziałem zmumifikowane ciała Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak sam fakt bycia w najbardziej odizolowanym kraju świata i możliwość zobaczenia miejsc, w których nigdy nie było obcokrajowca.

Co zatem robią Koreańczycy w wolnym czasie? Jakie rozrywki są ogólnodostępne?

PN: Pjongjang oferuje relatywnie sporo. Koreańczycy chętnie się spotykają, uprawiają sporty, piją sporo alkoholu. Są lodowiska, siłownie, aquaparki, dostępne jest miasteczko olimpijskie. Można iść do cyrku, teatru lub zwyczajnie do kawiarni. Oczywiście program rozrywkowy jest kontrolowany przez państwo. Jeśli mowa o operze, to o operze rewolucyjnej, w cyrku nie zabraknie przerywnika wyśmiewającego USA. Bardzo popularne jest karaoke. Poza stolicą nie ma oczywiście takich możliwości.

Gdyby miał Pan możliwość, wybrałby się Pan tam ponownie?

PN: Nigdy nie wiadomo, nie mogę wykluczyć powrotu. Nie jestem jednak zainteresowany zorganizowaną wycieczką. Na razie przygotowuję się do kolejnego semestru w Korei Południowej, zatem do Pjongjangu w najbliższym czasie nie pojadę.

Piotr Nowak jest studentem Informatyki i Ekonometrii Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Część studiów odbywa za granicą - licencjat na Tajwanie, II stopień w Korei Południowej. Pochodzący z Piasku 23-latek bardzo lubi wracać w rodzinne strony. Jak sam twierdzi: - będąc za granicą nie mogę doczekać się powrotu do domu, ale jak już w nim jestem, to odliczam dni do kolejnego wyjazdu.

BM / pless.pl

REKLAMA

REKLAMA

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.