pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie pless.pl

medium nr 1 w Pszczynie

Wiadomości

  • 17 kwietnia 2016
  • wyświetleń: 5682

Ciekawostki: Wspomnienia nauczyciela Franciszka Szczepańczyka

Niedawno opublikowaliśmy historię listonosza zamordowanego przez Cyganów w latach 30. XX wieku. Wnuk Franciszka Szczepańczyka - nauczyciela z Czarkowa, wysłał do nas wspomnienia swojego dziadka związane z tymi wydarzeniami. Zachęcamy do przeczytania relacji.

Wspomnienia Franciszka Szczepańczyka:



Nauczyciel, a zwłaszcza kierownik szkoły na wsi narażony był także na napady band rabunkowych. Ponieważ był on w gminie znaczniejszą osobą, przeto bandy myślały, że będą miały u niego co zrabować. Tak też napad rabunkowy urządziła banda Cyganów i na nasze mieszkanie w szkole w Czarkowie. Było to w lecie 1934 roku.

Pewnego dnia pod koniec sierpnia 1934 roku w czasie mojej nieobecności w domu przybyły do nas trzy Cyganki. Obdarowane przez żonę jałmużną nie odeszły, ale dalej żebrały natrętnie o coraz to nowe datki. A przy tym bacznie rozglądały się po całym mieszkaniu. Nie mogąc się ich pozbyć, żona wyprosiła je za drzwi. Odchodząc zagniewane, powiedziały do żony: "Pani nas sobie popamięta!". W nocy zbudził nas strzał w pobliżu domu. W dzień pokazało się, że zginął nam wierny stróż - pies. A więc zastrzelił go ktoś w nocy.

Zbliżał się pierwszy wrzesień 1934 roku. Jako kierownik szkoły w pierwszym dniu każdego miesiąca pobierałem w Urzędzie podatkowym w Pszczynie pieniądze dla wszystkich nauczycieli w Czarkowie. W nocy z ostatniego sierpnia na 1 września 1934 roku zbudziła mnie żona i powiada: "Idź do saloniku i zobacz, co się tam stało, bo słyszałam, że jakieś osoby chodziły pod okna. A kiedy Bronuś zaczął płakać i zaświeciłem lampę, kilka osób uciekło spod okien saloniku. Słyszałam, jak biegły przez ogród i przeskakiwały przez płot". Ja jednak byłem tak zaspany, że nie chciało mi się wstać, więc powiedziałem żonie: "Jeśli byli to złodzieje, to już uciekli. Przecież sam ich nie chwycę." Wkrótce zasnąłem, ale żona czuwała przy małym dziecku. Rano pokazało się, że w saloniku nikogo nie było.

Po śniadaniu poszedłem do Pszczyny do Urzędu podatkowego, aby podjąć pieniądze dla nauczycieli w Czarkowie. Po drodze spotkałem kolegę z Miedźnej Taskę. Ten pyta mi się, czy wiem, co się stało w Ćwiklicach. Ponieważ nie wiedziałem, tedy powiada: "Dziś rano jechał z Pszczyny do Miedźnej listonosz i wiózł pieniądze do wypłaty urzędników w Miedźnej. Z nim jechał policjant, który miał pilnować, by nikt tych pieniędzy listonoszowi nie zabrał. Gdy za Ćwiklicami wjeżdżali do lasku, pilnowało na nich ukrytych w rowie przydrożnym dwóch Cyganów. A gdy listonosz z policjantem wjechali do lasku, zastrzelili ich. Zabrali listonoszowi teczkę z pieniędzmi i uciekli do lasu. W sąsiednich Studzienicach spotkali w lesie gajowego. Obawiając się, aby ich nie zdradził, zastrzelili go także."

Nie wiedziałem, że te strzały miała banda Cyganów przygotowane na mnie. Bowiem banda ta przypuszczała, że ostatniego sierpnia przyniosę z Urzędu pocztowego pieniądze na wypłatę nauczycielom pensji, to w nocy mi ją zabiorą. Że tak było, pokazało się dopiero w śledztwie. Banda ta bowiem wnet została aresztowana.

Po niejakim czasie przyjechało do szkoły w Czarkowie samochodem dwóch policjantów śledczych. Przywieźli ze sobą kilkunastoletniego Cygana, który należał do tej bandy i brał udział w napadzie na nasz dom. Opowiadał, że powzięto plan, aby obrabować nasze mieszkanie. Kiedy jednak świecili latarką przez okna do mieszkania, widzieli, że w każdej izbie śpią ludzie. Tylko w ostatnim pokoju nie było nikogo. "Tam postanowiliśmy - mówił Cygan - wejść oknem. Aby nie spowodować hałasu, zaczęliśmy tym oto nożem, który mam w ręce, usuwać kit, by wyjąć całą szybę, otworzyć okno i wejść do pokoju. Kiedy już zaczęliśmy kit zeskrobywać, w drugim pokoju zapłakało dziecko i zaświecono lampę. Wówczas rozeszliśmy się. Kilku z nas poszło do Radostowic i tam w ogrodzie narwaliśmy jabłek. Dwóch zaś z naszej bandy udało się do Ćwiklic. Tam zabili listonosza i policjanta, zabrali teczkę z pieniędzmi, uciekli do lasu, a gdy w studzienickim lesie spotkali gajowego, zastrzelili go.". Tak mówił młody, może dwunastoletni Cyganek.

Tak więc uniknęliśmy rabunku, a może i śmierci, dzięki kilkumiesięcznemu dziecku, które w sam raz zdołało zapłakać.

Dużo jednakże upłynęło czasu zanim skończyła się rozprawa sądowa. A rozprawa ta odbyła się w Pszczynie. Wyrok jednak był bardzo łagodny. Obaj mordercy otrzymali po dwa lata więzienia, a resztę członków tej cygańskiej bandy rabunkowej uniewinniono. Wszyscy dziwili się tak łagodnemu wyrokowi. Jak to? Napad rabunkowy i zamordowanie pełniących służbę trzech urzędników państwowych i wyrok skazujący morderców na dwa lata więzienia? I ja się temu dziwiłem. Wnet jednak to zrozumiałem. Bo gdy w roku 1939 Niemcy zajęli Pszczynę, pokazało się, że sędzia Stencel i kilku urzędników sądowych w Pszczynie było szpiegami niemieckimi i już dawno wysługiwali się Niemcom.


Franciszek Szczepańczyk


Czekamy na Wasze ciekawostki

W naszym cyklu "Historyczne ciekawostki" chcemy pokazać, że historia nie opiera się wyłącznie na datach i wielkich wydarzeniach. Zachęcamy do podzielenia się wspomnieniami Waszych dziadków i babć, a także do przesyłania starych fotografii za pomocą formularza wyślij info.


BM / pless.pl

REKLAMA

REKLAMA

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu pless.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.