pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie pless.pl

medium nr 1 w Pszczynie
praca, pszczyna, czechowice, bielsko, tychy

Wiadomości

  • 18 lutego 2017
  • 20 lutego 2017
  • wyświetleń: 12603

[ZDJĘCIA] Dominika Jarczok rzeźbiła w lodzie w kanadyjskim Edmonton

Dominika Jarczok od 26 do 28 stycznia uczestniczyła w Międzynarodowym Konkursie Rzeźby Lodowej w Edmonton w Kanadzie. Młoda mieszkanka Jankowic nie zajęła miejsca na podium, jednak zapewnia, że doświadczenie i znajomości zdobyte podczas wyjazdu, dają jej dużą satysfakcję. Zachęcamy do przeczytania jej relacji z zawodów.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Relacja Dominiki Jarczok z zawodów w Edmonton

Podróż do Kanady zaczęła się z przytupem. Taka chyba magia podróży, że zawsze ma prawo coś pójść nie po naszej myśli. Tuż po przyjeździe na lotnisko w Krakowie, z kulturalnym godzinnym zapasem do odlotu, zderzyłam się z pierwsza taką perełką. Otóż od stycznia tego roku wprowadzono nowy przepis dotyczący wyjazdu do Kanady: numer eTA. Ten magiczny zestaw znaków stanął między mną a konkursem. Normalnie sprawa prosta - wchodzi się na stronę, wpisuje odpowiedzi, opłaca 7 dolarów kanadyjskich i czeka. Od 1 minuty do 3 tygodni...

W teorii sprawa prosta - w praktyce czułam się jak w angielskojęzycznym ZUS-ie... O mało przez przypadek nie złożyłam wizy pracowniczej. Panie z lotniska w Krakowie zeszły ze stanowisk, aby mi pomóc. W momencie robienia przelewu zostało mi jakieś 10 minut do zamknięcia bramek. Adrenalina większa niż trzymanie piły w ręku. Jeśli wniosek nie zostałby przyjęty, leciałabym do Amsterdamu i stamtąd próbowała. Na szczęście nie musiałam. Dosłownie w ostatnich minutach cudowny rząd Kanady zatwierdził moje odwiedziny.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Między lotami miałam dużo czasu na robienie dodatkowych rachunków sumienia - czy mam wszystko, czy jeszcze coś mnie zaskoczy? Udało mi się spotkać gwiazdę internetów Leo Moracchoioli i zrobić sobie z nim zdjęcie. Potem poszłam na najdłuższy lot z całej podróży - 9-godzinny lot ogromnym molochem, (który notabene również o mało nie został zawrócony).

W samolocie ciężko mi było zasnąć mimo zmęczenia. Przywitał mnie Billy - Kierowca. Zaopiekował się mną, pomógł zabrać się do pokoju hotelowego, gdzie miałam czekać na resztę uczestników. Było to kilka godzin czasu minimum, więc spędziłam go najproduktywniej jak tylko mogłam - śpiąc.

Kiedy przyjechał mój członek zespołu - Julio Martinez z Meksyku - było już doskonale - sama świadomość, że nie jestem już sama, była kojąca. Jednak znalazła się rysa - otóż większość naszego sprzętu - frezarki, kątówki, dłuta a nawet sprzęty przygotowane specjalnie pod tę rzeźbę, zostały zatrzymane na lotnisku. Pojechaliśmy jeszcze raz na lotnisko razem, aby dowiedzieć się czy wszystko ok i czy dojadą na następny dzień. Oczywiście zostaliśmy zapewnieni, że tak będzie.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Pojechaliśmy zatem na kolację zapoznawczą. Jest to czas, kiedy wszyscy ci, którzy nie mieli szansy się poznać, robią to. Ogłaszane są wtedy także zmiany w regulaminach, ogólne zasady, przedstawiani sędziowie oraz losowane miejsca pracy, aby było sprawiedliwie. My wylosowaliśmy miejsce numer 1. Warto wiedzieć, że miejsce przy rzeźbach lodowych może mieć wręcz kluczowe znaczenie dla wyniku konkursu. Trafiło nam się miejsce dość nie osłonięte od słońca oraz lekko pochyłe - nie byliśmy jednak poszkodowani - warunki były wyrównane.

Pierwszy dzień - czwartek, 26 stycznia, zaczął się o godzinie 7 rano. Dalej nie było naszych narzędzi z lotniska. Nikt nie wiedział, gdzie są. Pierwszy z trzech dni konkursu zaczął się więc od przygotowania terenu oraz składaniu bloków. Jeden taki blok waży 120 kg, więc rozplanowanie tego tak, aby nie tracić energii, jest niezwykle ważne. Dokładne sklejenie bloków rzutuje na wytrzymałości rzeźby i efekcie końcowym. Jury nic nie mogło umknąć. Większość zespołów, tak jak i nasz, cały ten dzień przerzucało tylko lód oraz rozplanowywało prace. Były również przerwy na posiłki oraz odpoczynek - jednak nikt nie nadużywał tego przywileju. Koniec dnia pracy nadszedł o 22. Bardzo poważnie podchodzi się na zawodach tej rangi do uczciwej konkurencji, więc nie było najmniejszej szansy, aby przedłużyć ten czas nawet o minutę.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Piątek to również była praca od 7-22, jednak drugi dzień prac zatytułowałabym "jetlag". Mnie osobiście wtedy dopadła różnica stref czasowych. Rano, gdy się obudziłam, byłam przeświadczona, że jestem w Polsce, nie wiedziałam tylko gdzie. Narzędzia się odnalazły, ale w Los Angeles. Miały zostać odesłane do Mexico City, jednak udało się przetłumaczyć liniom lotniczym, że nie tam są akurat potrzebne. Wszystko musiało powstać przy pomocy pił i rzeczy pożyczonych od innych rzeźbiarzy (szczególne podziękowanie dla Kee Gewah). W tej branży jednak każdy wie, że takie rzeczy mogą spotkać każdego - zostaliśmy bardzo życzliwie potraktowani i mogliśmy liczyć na pomoc. Drugi dzień prac to już były widoczne efekty. Ja skupiałam się na detalach, a bardziej doświadczony Julio - na całości konstrukcji. Okazało się, że na następny dzień ma być aż +6 stopni Celsjusza. Dla rzeźb nie osłoniętych od słońca jest to stanowczo za wysoka temperatura. Pojedyncza rzeźba z jednego bloku jest w stanie stać kilkanaście godzin, o ile nie jest wystawiona na bezpośrednie słońce, jednak delikatne, ale ciężkie skomplikowane dzieła, to już inna sprawa. Dlatego wszystko musiało zostać skończone tego dnia, aby była szansa, że przez noc się zmrożą choć na tyle, aby wytrzymać do godzin oceny, czyli do godziny 12. Praca trwała kolejny raz do ostatnich minut. Nikt nie odpuszczał.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Ostatnie godziny od 7 do 22 to już było istne szaleństwo. Klejenie detali, osłanianie przed słońcem wszystkiego, co się dało, by rzeźba była w jak najlepszym stanie na czas ocen. Pod koniec sędziowie przypominali nam o każdej upływającej minucie. Niesamowicie emocjonujące. Po zakończeniu czasu rzeźbiarze zawsze dziękują sobie za współpracę oraz gratulują rzeźb. To jest ten moment, kiedy człowiek sobie myśli: "Matko! To naprawdę koniec!". I w tym momencie patrzysz na swoje ręce - zmarznięte, spękane. Czujesz ból w plecach od dźwigania lodu, wyschnięte i popękane usta od ciągłej pracy na wietrze. Nagle dochodzi do ciebie, że przecież wcale dobrze nie spałaś, bo myślałaś o projekcie... że zawsze jakiś element garderoby był przemoczony. I czujesz tę ogromną radość, że pokonałeś siebie razem z członkiem załogi. Że każda z osób ściskających cię teraz wie, ile w to włożyłeś wysiłku i zaangażowania, bo są po tej samej stronie barykady. Niesamowite.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Niestety nie dane nam było podium. Biorąc pod uwagę warunki, jakich było nam dane doświadczyć oraz brak większości sprzętu, zeszło to na drugi plan. Poznałam mnóstwo doskonałych rzeźbiarzy, podpatrzyłam ich przy pracy, rozmawiałam o ich technikach, sprzętach, stylach. Posypały się zaproszenia na inne festiwale, z których nie omieszkam skorzystać w przyszłym sezonie konkursowym. A po konkursie? Poszliśmy świętować. Wysłuchałam gry mężczyzn z dalekiej Jakucji, usłyszałam w chińskiej restauracji wszystkiego najlepszego na Nowy Rok oraz częstowałam wszystkich śląskimi bombonami.

Dlatego z całego mojego serca jeszcze raz chciałam podziękować wszystkim, którzy się do tego przyczynili: powiatowi pszczyńskiemu, Pszczyńskiej Fundacji Wspierania i Rozwoju Sportu - za nieodzowny wkład w wysłanie mnie na te zawody. Ludziom, którzy dzwonili, pisali i pomagali jak tylko mogli - od znalezienia biletów w jak najlepszej cenie (Agata rządzisz!) po propozycje noclegu (dziękuję całej Polonii w Edmonton). Ludziom, którzy nagłaśniali sprawę lub znali odpowiednie rozwiązania. Fedrze, która wie gdzie iść. Całemu powiatowi i mediom za nagłaśnianie sprawy i dzięki temu sprawienie, że to stało się możliwe. I najważniejsze - mojej jakże wielkiej rodzinie - mieliście okazję wychować mnie i ukształtować i wspierać na całej drodze mojego życia - to dzięki Wam teraz rzeźbię.

Dominika Jarczok na zawodach w Edmonton w Kanadzie · fot.


Tak zakończyła się pierwsza część podróży. Drugi etap to podróż do Ottawy. Do jednego z najbardziej prestiżowych konkursów na świecie Winterlude, gdzie miał się odbywać Puchar Kanady. Z racji znajomości, które udało mi się nawiązać na wcześniejszych konkursach, mogłam bardzo dokładnie obserwować pracę każdego rzeźbiarza. I tak porozmawiałam z każdym, i każdy mnie czegoś nowego nauczył. Od ostrzenia dłut - co jest najważniejszym chyba elementem, aż po pokazywanie narzędzi - co warto mieć, a czego nie warto. Jedno jest pewne - warto było tam być.


Artystyczne dokonania Dominiki można obserwować na stronie: www.facebook.com/HandCrimes. Można tam również zakupić jej obrazy oraz zamówić dzieło na życzenie.

BM / pless.pl

Reklama

LINKI MODUŁ 1

LINKI MODUŁ 2

Komentarze