pless.pl - medium nr 1 w Pszczynie pless.pl

medium nr 1 w Pszczynie
praca, pszczyna, czechowice, bielsko, tychy

Wiadomości

  • 18 czerwca 2017
  • wyświetleń: 6921

Uczeń PG 1 przez miesiąc będzie wolontariuszem na Dominikanie

Jan Franek, uczeń Publicznego Gimnazjum nr 1 w Pszczynie został laureatem ogólnopolskiego projektu "Szkoła Pod Palmami" fundacji Moja Dominikana i przez cały wrzesień tego roku będzie wolontariuszem w Republice Dominikany.

Jan Franek został laureatem ogólnopolskiego projektu "Szkoła Pod Palmami" · fot.


Z całej Polski do udziału w projekcie zakwalifikowały się 4 osoby. Warunkiem uczestnictwa było sumienne wykonanie zadań, np. sprzątanie grobów przed dniem Wszystkich Świętych, wolontariat w Domu Pomocy Społecznej, placówce MONAR oraz w schronisku dla zwierząt, wykonanie kartek świątecznych dla dzieci z Republiki Dominikany i Polaków na Białorusi, wolontariat podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, odbycie szkolenia z zakresy udzielania pierwszej pomocy, uczestnictwo w akcji sadzenia drzew, a także napisanie eseju nt. "Czym jest dla mnie projekt Szkoła pod Palmami i jakie korzyści ze sobą niesie?".

Jan Franek został wybrany do wolontariatu w Republice Dominikany spośród blisko 100 kandydatów biorących udział w projekcie. Termin wyjazdu wstępnie wyznaczony jest na drugą połowę sierpnia 2017 roku.

Jan Franek został laureatem ogólnopolskiego projektu "Szkoła Pod Palmami" · fot.


Esej Jana Franka nt. "Czym jest dla mnie projekt Szkoła pod Palmami i jakie korzyści za sobą niesie?"


Przygoda z Fundacją Moja Dominikana rozpoczęła się dla mnie w sierpniu zeszłego roku. Siedziałem sobie na podwórku i przeglądałem najnowsze wydanie Travelera. "Zwykłą szkołę zamienią na Szkołę pod Palmami. Polscy uczniowie polecą na Dominikanę'' - przeczytałem na którejś ze stron. Pierwsze co przeszło mi przez myśl to "pewnie kolejny projekt dla edukacyjnych geniuszy''. Wszedłem jednak na stronę internetową i trochę poczytałem. Nie zastanawiałem się długo. Od razu poszedłem do rodziców poinformować ich o moich planach. Ze względu na to, że miewam czasami tysiąc różnych pomysłów na minutę, nie przejęli się zbytnio tymi wiadomościami, ale wiedziałem, że się zgodzą. Zawsze chciałem podróżować, niestety, podróże to droga zabawa. Rzadko udaje mi się namówić tatę na jakąś wycieczkę autostopową albo nocleg gdzieś przez Couchsurfing. Udało mi się już samemu zorganizować wycieczkę do Wiednia, na którą sam zgromadziłem fundusze, ale to było dla mnie za mało. Od razu złożyłem formularz aplikacyjny i wziąłem się do roboty.

Przyznam szczerze, że nigdy nie interesowałem się specjalnie Dominikaną. To państwa kojarzyło mi się z pięknymi plażami i czarnymi wdowami. Obejrzałem kilka filmów o tym kraju, jednak wszystkie pokazywały to samo: plaże, morze, plaże i czasami wspominały coś o Haiti i że panuje tam bieda. Kiedy w październiku przyszło mi napisać esej "Dlaczego pomagamy Dominikańczykom? [...]'' bardzo się zdziwiłem. W polskojęzycznym internecie trudno było znaleźć informacje o problemach i trudnej sytuacji w Republice Dominikany. Przeszukałem setki stron po angielsku i hiszpańsku i po raz kolejny uległem zaskoczeniu. Tysiące nielegalnych imigrantów z Haiti, prostytucja, wzrastający odsetek przestępczości, narkotyki i alkohol wśród młodych ludzi. Trzęsienia Ziemi, bieda oraz analfabetyzm. To nie są słowa, które kojarzą się każdemu ze wschodnią częścią Hispanioli. Nie zawsze to, co widać na pierwszy rzut oka, jest takie same w środku i to właśnie pomogła mi zrozumieć "Szkoła pod Palmami''.

Kiedy pierwszy raz zapukałem do drzwi Domu Pomocy Społecznej w Pszczynie, trochę się obawiałem. Jest to placówka o specjalizacji psychiatrycznej, więc przebywają tam osoby z problemami psychicznymi. Jednak stereotypy i filmy robią swoje. To, co tam zastałem, nijak miało się do tego, co sobie wyobrażałem. Miła atmosfera, pełni optymizmu mieszkańcy, którzy zawsze są chętni do gry w chińczyka czy ping ponga. I nie, nie było tam wcale dziwnie. Poznałem panią Józię, która bardzo chciała uczyć się ze mną języka angielskiego, panią Frydzię, chętnie opowiadającą o tym, co dzisiaj ciekawego robiła. Poznałem też panią Kasię, która swoją inteligencją przerosłaby niejednego studenta czy pana Grzegorza- fana matematyki i geografii. Dzięki odwiedzaniu DPS w Pszczynie zrozumiałem, co to jest samotność i jak można cieszyć się z tego, co się ma, nawet mając niewiele. Przychodzenie tam w każdy czwartek stało się moją pasją, która trwa do dzisiaj.

Przyjeżdżając do placówki MONAR w Dębowcu miałem w głowie różne wyobrażenia tego miejsca. Po wejściu zostaliśmy zaproszeni na stołówkę, gdzie przydzielono nam "opiekuna'' na cały dzień - Szymona. Był to młody chłopak mający już status monarowca, czyli osoby będącej blisko końca terapii. W narkomanię popadł przez złe towarzystwo, jednak teraz sam przyznaje, że był to ogromny błąd i ma już plany na życie po wyjściu z ośrodka. Pokazał nam psy, którymi sami zajmują się pacjenci, saunę oraz świnie. Historie, które tam usłyszałem, naprawdę głęboko mną wstrząsnęły. Nie ukrywam, że było to dla mnie- bardzo wrażliwej osoby- trudne przeżycie. Ten pobyt pokazał mi, jakim zagrożeniem są uzależnienia, a w szczególności narkomania, która przecież na Dominikanie jest tak częsta.

Kiedy przyjechałem do schroniska dla zwierząt w Tychach, zdawałem sobie już sprawę z ich trudnej sytuacji i tego, jak podle są one traktowane. Pobyt tam uświadomił mi jednak coś innego. "Wczoraj zadzwoniła Pani, że kupiła córce pieska na święta i ten piesek cały czas skacze i szczeka i ma go już dość. Chce go oddać'', "Prawie co drugi dzień dzwoni nam ktoś i chce oddać zwierzę, bo już mu się znudziło. My je przyjmujemy, bo jak nie przyjmiemy to albo ten ktoś je zabije, albo skończą na ulicy'' - słyszałem. Do czasu tego pobytu nie zdawałem sobie sprawy, że ludzka głupota i nieczułość są czymś tak powszechnym. To, w jaki sposób ludzie postępują ze zwierzętami, jest czymś okrutnym i nienaturalnym. Nigdy tego nie zrozumiem, bo nie potrafiłbym przejść obojętnie obok tych cierpiących i bezbronnych stworzeń.

Dwadzieścia jeden milionów. Około tylu jest naszych rodaków w obcych państwach. Nostalgia nie była dla mnie niczym nowym czy abstrakcyjnym. Wielu moich bliskich mieszka na obczyźnie: w Niemczech, Hiszpanii, Szwecji czy Holandii. Mała jednak była moja wiedza na temat Polaków na Białorusi. Kiedy zacząłem zbierać informacje, aby wykonać marcowe zadanie, zainteresował mnie ten temat. Byłem i jestem zaintrygowany tym, jak bardzo cała ta społeczność się zintegrowała i jak razem organizuje pewne przedsięwzięcia. Trudno powiedzieć ilu dokładnie Polaków mieszka w Republice Białorusi, ale ich liczba prawdopodobnie nie przekracza 900 tysięcy. Ta mniejszość narodowa potrafi wspólnie przygotowywać koncerty, wspierać się, organizować zloty czy też prowadzić kursy języka polskiego. Zrozumiałem, jak Polacy potrafią wspólnie działać i jak ważna jest współpraca, żeby z czasem nie poddać się białorutenizacji i de-polonizacji, które są stosowane przez władze tego kraju. Szkoda, że my, będąc na terytorium naszego pięknego państwa, rzadko potrafimy tak siebie nawzajem wspierać.

Zadania kwietniowe były dla mnie bardzo ciekawe. Zanim pojechałem na akcje sadzenia drzew, poczytałem trochę o wycince lasów w Polsce i na świecie. Wbrew pozorom sytuacja lasów w Polsce jest całkiem dobra. Sytuacja lasów na świecie wręcz przeciwnie. Co roku znikają ich kolejne setki tysięcy kilometrów kwadratowych. To jednak nie wszystko. Dziura ozonowa, wycieki ropy czy masowe niszczenie raf koralowych powoli prowadzą nasz świat do katastrofy. To zadanie pomogło mi to zrozumieć. Uwrażliwiło mnie na problem, jakim jest nieświadomość ludzi w kwestiach ekologii i obiecałem sobie, że będę ich w tej sprawie uświadamiać.

Uczestnictwo w zajęciach Fundacji Aktywnej Rehabilitacji pokazało mi na czym polegają problemy osób niepełnosprawnych oraz jak ważna jest ich rehabilitacja i ciągłe ćwiczenia. Zobaczyłem też, jak krótka droga może dzielić nas od kalectwa i żebyśmy zastanowili się dokładnie zanim zdecydujemy się zrobić coś, co może nas do końca życia przykuć do wózka inwalidzkiego.

Kolejną korzyścią jest to, że poznałem kolejny język- hiszpański. Uwielbiam uczyć się języków obcych, więc była to dla mnie czysta przyjemność. Projekt Szkoła pod Palmami pomógł mi zrozumieć wiele rzeczy. "W dzieciństwie w ogóle nie rozumiałem, co to znaczy, że ktoś jest inny. To pojęcie było dla mnie obce. Dopiero potem dowiadywałem się, że ktoś jest Żydem albo Białorusinem. Ale jako dziecko w ogóle tego nie rozróżniałem. Po prostu razem bawiliśmy się. Chłonąłem klimat takiej wielokulturowości i do dzisiaj jest we mnie bardzo silne poczucie wspólnotowego jej przeżywania'' - powiedział kiedyś Ryszard Kapuściński Jeżeli udałoby mi się dostać i miałbym możliwość wyjazdu do Dominikany, to cieszyłbym się, że będzie mi dane zobaczyć kolejny, piękny kawałek świata. Mógłbym zrozumieć klimat życia Karaibów. Nabrałbym biegłości w języku hiszpańskim. Najbardziej jednak cieszyłbym się, że będę mógł poznać i zaprzyjaźnić się z tamtejszą młodzieżą.

W swoich podróżach zawsze najbardziej ceniłem kontakt z lokalnymi mieszkańcami. Zamiast spaceru pe pełnej turystów wiedeńskiej czy warszawskiej starówce wolałem wyjście do mniejszych, nie turystycznych dzielnic. To właśnie tam można poznać zwyczajnych mieszkańców. Polska młodzież ulega bardzo silnej globalizacji a tam, we wschodniej części Hispanioli jest inaczej. Dla ludzi nie jest najważniejsze, żeby mieć najnowszego IPhona czy ostatnio tak popularne buty New Balance. Tam liczy się coś innego. Przyjaźń, miłość i braterstwo są im bliższe i za to ich podziwiam i chciałbym móc zobaczyć, jak wygląda ich życie, co dla nich oznacz patriotyzm i jakie są ich problemy i opowiedzieć o tym Polakom, w szczególności moim rówieśnikom.

Dziękuję całej Fundacji Moja Dominikana, za to, że ten projekt pomógł mi zrozumieć tyle istotnych spraw dla naszego społeczeństwa.


Publiczne Gimnazjum nr 1 w Pszczynie

43-200 Pszczyna
ul. Stefana Batorego 24

tel. 032 2103408
fax 032 2103408

BM / pless.pl

Reklama

LINKI MODUŁ 1

LINKI MODUŁ 2

Komentarze